wtorek, 5 października 2010

Śnieżka, wo wohnst tu, czyli Zbigniew był w Arabii i prawie zjadł pilaw

Niemal lata się do tego zbierałem, ale trzeba wreszcie podsumować luźną wariację na temat pilawu, którą często rzucałem na stół. Akurat okazja się nadarzyła, jako że uprowadzono mnie ciemną nocą (a na pewno przed południem) i pod bronią* przymuszano do katorżniczej pracy przy kuchni. No bo człowiek polizany psem zrobi przecież wszystko, a już szczególnie pilaw.

Słowem wstępu - rzecz jest raczej luźną inspiracją i nawiązaniem, niż faktycznym pilawem, ale smakuje dobrze i trudniej dorobić się przypalonego garnka/patelni niż w oryginale. Jest za to dużo bardziej pracochłonny. Ze trzy godziny zejdzie.

Jak do każdego dania kuchni rdzennie arabskiej niezbędna jest wieprzowina, dzisiejsza nazywała się Zbigniew. Jeżeli chcemy rzecz zrobić bliższą oryginału - uderzamy w jagnięcinę. Niestety drogie to u nas i trudno dostępne, a Zbigniewa łatwo i tanio się da. Np. zbigniewi karczek nada się świetnie. Przeto - skład:
  • 1kg Zbigniewa, który świnią był
  • 3 duże główki cebuli czosnkowej
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 2-3 szt. marchwi
  • 3-4 papryki (najlepiej różnokolorowe)
  • dwa dorodne, żwawe pomidory
  • słoik czarnych oliwek
  • 2.5 szklanki ryżu
  • słonecznik
  • sezam
  • ser żółty
  • przyprawy - minimum to:
    • kolendra
    • kmin rzymski (można substytuować kminkiem)
    • papryka słodka
    • papryka ostra
    • pieprz czarny
    • sól
Lecim zatem, warto w wolne popołudnie, bo i roboty dużo i zmywania zacnie. Zbigniewa w kosteczkę i na gorący olej, wraz z cebulą posiekaną w piórka i utartą marchwią. Całość posypujemy rozbitą w moździerzu* kolendrą (więcej) i kminem (mniej), pieprzem, solą i papryką ostrą**. Smażymy do skutku, skutek zwykle ma miejsce po około pół godzinie, chyba że Zbigniew był przechodzoną bestią, wtedy dłużej.

Paprykę w połowy piórek, pomidory parzymy i w kawałki, do tego oliwki w ćwiartkach. Dusimy, wbrew pozorom nie konopnym sznurem, a w garnku, wraz z solą i pieprzem, póki pomidory nie zanikną, a papryka nie zmięknie.

Ryż gotujemy, najlepiej z kurkumą - ładnie wtedy wygląda. Kurkumy nie było na liście bo jest nieobowiązkowa. Na osobnej patelni, cały czas mieszając smażymy słonecznik i sezam***. Kiedy zrobi się złoty zrzucamy z ognia gdzieś osobno, acz najlepiej nie na podłogę. Kiedy ryż jest już gotowy, wrzucamy go w michę, mieszamy z nasionami i słodką papryką. Nie mieszamy zbyt dokładnie, bo ładniej wygląda jak przyprawy nie są równomiernie rozprowadzone a smaku to za bardzo nie zmienia.

Bierzemy żaroodporne naczynie, układamy na dnie cienką warstwę ryżu, na to wyrzucamy Zbigniewa. Warzywka odławiamy cedzakową łyżką i na Zbigniewa, co z kolei przykrywamy pozostałą nam większą ilością ryżu. Wstawiamy do piekarnika na jakieś max. 20 min, 180C. Po 20 minutach wyciągamy, posypujemy zacną ilością żółtego sera**** i wrzucamy póki się nie stopi. Podawać z sosem czosnkowym i np. tadżycką surówką z marchwi.

Czym się różni od oryginału... podstawowy pilaw robi się w jednym naczyniu, z dala od wszelkich świń, bo z banana, tfu... barana, a z warzyw występuje tam jedno marchew i cebula. Zwykle wrzucałem też dużo, dużo innych przypraw, ale to jest wersja podstawowa i bez kombinacji. Jeżeli ktoś jakieś lubi, to można wrzucić. Danie jest na tyle egzotyczne, że możemy się upierać iż to zgodne z przepisem, a nikt się nie połapie.

* biologiczną! To był Labrador!
** jak uczy doświadczenie - można ją rozbijać wałkiem do ciasta w ceramicznej miseczce
*** można też migdały w słupkach, ale je lepiej praży się w piekarniku, czym nie chciałem komplikować i tak pracochłonnego przepisu.
**** zupełnie odrywając się tym od kuchni arabskiej i biegnąc w nieznanym kierunku. Nic to, uważam że bez żółtego sera nie da się zapiekać i nie ma sensu nawet rozgrzewać piekarnika

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz