sobota, 27 lutego 2010

Jak odróżnić kartofla


Anyway, bez przydługich wstępów, wspomnę tylko o plackach kartoflanych. Potrawa jest jedną z tych wdzięczniejszych, jeżeli trzeba przygotować coś dość szybko, a przy tym względnie polskiego. Zdecydowanie łatwiej niż bigos, na który te trzy dni potrzeba, czy pierogi, których sensowna ilość potrafi zeżreć popołudnie.

Żeby uczynić placki kartoflane potrzebujemy zacnej ilości kartofli. Jeżeli chcemy nakarmić cztery - pięć osób 2 kilogramy powinny wystarczyć. Bardzo ważne, żeby kupić kartofle, a nie ziemniaki. Niby sprawa ta sama, ale z ziemniaków po prostu nie wyjdą, a mogą być wręcz trujące. Na załączonym obrazku możemy wyraźnie zobaczyć ziemniaki w górnym rzędzie, kartofle w dolnym.

Prócz karofli trzeba dokupić dwa zarodki kurze w skorupkach, około cztery łyżki mąki, cebulę, sól, masło. Można też śmietanę i np. majeranek.

Teraz tak - należy pojedynczego kartofla uchwyciś pewnie w dłoń i szybkich ruchem pchnąć go nożem. Szacowne to istoty i nie ma potrzeby by zbędnie się męczyły. Martwego już kartofla obdzieramy ze skóry i wrzucamy do chłodnej wody. Czynność powtarzamy do wyczerpania zapasu.

Ważna sprawa - tarka, żadnego tarcia na farfocle, wstążki czy inne bezeceństwa. Jedyną prawidłową tarką jest taka, jak na załączonym obrazku. Za stosowanie innej tarki powinno się wlekać końmi po tłuczonym szkle. Ot, co!

Tarcie zwierzyny powinno przebiegać dość szybko, zakładając że łapkami macha się w miarę sprawnie. Nie będę tu czynił frywolnych uwag na temat fakultatywnych ćwiczeń, bo nie o tym ten blog. Ale można się domyślić o co kaman, n'est-ce pas?

Po starciu upewniamy się, że nie dodajemy absolutnie żadnej cebuli. Nic, a nic. Dodawanie cebuli do placków powinno być karane na pieńku. Prócz absolutnie żadnej cebuli dodajemy dwa zarodki, cztery łyżki mąki i sól. Można wrzucić trochę śmietany, ale to nieobowiązkowo. Zdarza mi się też sypnąć trochę kurkumy, czy proszku do pieczenia - ładniejszy kolor i są odrobinę bardziej puszyste.

Kiedy wszystko mamy już w misce zabieramy się za mikser i mieszamy. Do skutku.

Teraz etap ostatni - smażenie. W dobrych domach za próbę usmażenia placka na czymkolwiek innym niż masło zwyczajowo skazywało się kucharza na rozwlekanie dzikimi żółwiami. Osobiście uważam, że to i tak za mało. Placki, co dość trudne, zasługują na masło.

Teraz nim ktoś się zapieni, że to niezdrowe, pali się łatwo itd., etc. Taj, zgoda. Niestety, masę innych rzeczy też jest, mimo że są bardziej niezdrowe, a tak smażyć się da i dzięki temu wychodzą fajne, a nie gumiaste. Ważne - na wolnym ogniu, bo masło łatwo się przypala, smażymy aż się przyrumienią. Zwykle robię takie duże, na całą patelnię, acz zdarza mi się odejść od kanonu (co zwykle kończę srogą pokutą) na rzecz mniejszych.

Sposoby podania - można z cukrem, można z sosem pieczarkowym, można same. Znakomita większość ludu placki takie bardzo chwali :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz