Tak przynajmniej można reklamować tą zupę. Składniki:
- 50g toor dal (zielony groch tropikalny) - mozna zastapic zóltym grochem*
- 700g pomidorów
- 1 lyzeczka czarnego pieprzu
- 2 lyzeczki kminu rzymskiego
- 2 suszone papryczki chilli
- 1 zabek czosnku
- 1 lyzeczka czarnej gorczycy (zólta sie nie nadaje)
- 8 lisktów kury**
- 0,5 lyzeczki kukrkumy
- 1 lyzczeka pasty z tamaryndowca
- kolendra
- sól
- olej
Dobrze wypłukać groch, wrzucić do garnka i zalać wodą. Doprowadzić do wrzenia i gotować na wolnym ogniu 20 minut. Odsączyć i odłożyć na bok.
W międzyczasie zmiksować pomidory w blenderze. Odłożyć na bok. W ogóle w tej kuchni dużo się odkłada na bok. Trzeba pamiętać, żeby nie pogubić, bo potem się przydają.
Na małej patelni prażymy (bez tłuszczu!) pieprz, kmin i chilli przez ok. minutę. Potem ugniatamy w moździeżu z czosnkiem. To co właśnie zrobiliśmy to jest masala. Tego też jest w tej kuchni pełno, acz wyjdzie w kolejnych przepisach.
Rozgrzewamy łyżkę oleju w garnku i wrzucamy gorczycę plus liście kury. W momencie kiedy gorczyca zacznie strzelać zalewamy pomidorami. Uwaga - lubi pryskać, z tendencją do bardzo. Dodać kurkumę i zagotować. Dolać 850 ml wody, wrzucić groch, masalę i pastę z tamaryndowca.
Gotować na wolnym ogniu przez ok. 20 minut. Odcedzić, podawać przybrane świeżą kolendrą***. Nie konsultować z lekarzem, bo zabroni, mimo że jest świetne na przeziębienia. Myślę, że czyści też srebra.
* wciąż staram się połapać we wszystkich strączkowych z Indii. Ogólny przewodnik tutaj: http://www.foodsubs.com/Lentils.html
** kurę liściastą produkuje się następująco - kurczaka wsadzamy łapkami w doniczkę i czekamy aż wypuści liście. Alternatywnie można kupić liście curry.
*** tak, wiem że to smakuje mokrym kotem, acz w tej zupie trudno wyczuć bo wypala kubki smakowe, a nawet jak czuć to całkiem pasuje